Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
KRK-WAW - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej KRK-WAW - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej KRK-WAW - Blog Beaty Chomątowskiej i Karoliny Przewrockiej

22.10.2013
wtorek

Kurort Warszawa

22 października 2013, wtorek,

Jednym z najbardziej trafionych argumentów przemawiających za wyniesieniem się z Krakowa do Warszawy są względy zdrowotne. O tym, że w stolicy mamy jak w kurorcie, przekonuję się z pierwszym haustem powietrza, za każdym razem, gdy w piątkowy wieczór opuszczam zatłoczone przedziały ekspresu na przystanku Kraków Główny. Głęboki wdech – i wiem, że znów jestem w domu. Szkoda tylko, że zamiast zapachu bajgli wita mnie zwyczajny smród. Niestety nie zanosi się w tej kwestii na szybką poprawę.

Nie milkną głosy oburzenia po zeszłotygodniowej decyzji Zarządu Województwa Małopolskiego, który odrzucił propozycję zakazu palenia węglem w Krakowie. Od miesięcy domagają się go mieszkańcy, zaniepokojeni zanieczyszczeniem powietrza, wielokrotnie przekraczającym dopuszczalne wartości. Paranoja sięgnęła zenitu: rodzice sprawdzają stężenie szkodliwych substancji w powietrzu zanim wyjdą z dzieckiem na spacer, a osoby starsze i ci, którzy biegają, wybierają w „dni smogu” pozostanie w domu.

Zarząd Województwa określił wprawdzie maksymalną emisyjność najnowocześniejszych urządzeń, które za pięć lat mają spalać węgiel albo drewno, nie wyjaśnił jednak, jak ma wyglądać kontrola ich użycia i doboru materiału opałowego. Okazuje się, że wymiana kotłów węglowych na te najnowszej generacji może okazać się zbędna, jeśli do palenia mieszkańcy nadal będą zużywać węgiel słabej jakości, lub, co gorsza, śmieci. Krótko mówiąc: wydamy pieniądze na nowe piece, ale nie będzie to gwarancją, że zaczniemy oddychać czystszym powietrzem.

Oszukani decyzją czują się i mieszkańcy, i krakowscy radni, którzy przygotowali już projekt dopłat do rachunków w przypadku uboższych krakowian. Ironia losu: decyzja Zarządu zapadła tuż po opublikowaniu przez Europejską Agencję Ochrony Środowiska badań, z których wynika, że Kraków znajduje się na trzecim miejscu listy najbardziej zanieczyszczonych europejskich miast. Wyprzedzają go tylko bułgarskie Pernik i Płowdiw.

Badania potwierdzają, że zanieczyszczenie powietrza w Krakowie zwiększa ryzyko zawałów, nowotworów, sprzyja chorobom górnych dróg oddechowych i zaostrzaniu astmy. Krakowskie dzieci są bardziej podatne na choroby. Coś o tym wiem, choć może nie wyszło mi to na złe – ciągłe w dzieciństwie przesiadywanie w domu wśród inhalatorów i antybiotyków owocowało pisaniem artykułów do domowej gazetki. Tendencję do nieustannego chorowania ukrócił dopiero wyjazd z domu. Co za paradoks – pobyt w Warszawie zdrowotnie mi służy.

Jest w decyzji Zarządu coś krótkowzrocznego i egoistycznego. Takiego jak zwykle, gdy chce się ugrać coś na krótszą metę, bez liczenia się z konsekwencjami w przyszłości. Bo lepiej teraz przyoszczędzić, nie narażając się przed kolejnymi wyborami – a co będzie później, czas pokaże. Ewentualne kary finansowe nałożone przez Unię pokryje w końcu podatnik. Podwyższone koszty opieki zdrowotnej w związku ze skutkami smogu? Do tego już się chyba przyzwyczailiśmy, że działania profilaktyczne wydają się w naszym kraju droższe niż leczenie osób, które zapadną na choroby.

Last but not least: miasto, w którym śmierdzi, jest zerową atrakcją dla turystów. Nie mówiąc już o tym, że jest zwyczajnym wstydem.

Wstydem jest też fakt, że dopiero protesty mieszkańców zmusiły władze do radykalnego działania na rzecz ograniczenia zanieczyszczenia powietrza. Jeszcze większym – że teraz usilnie próbują te wysiłki podsumować wątpliwym kompromisem, który nikomu nie wyjdzie na dobre.

Inicjatywa społeczna Krakowski Alarm Smogowy organizuje 25 października żałobny marsz, by w czarnych strojach i maskach pożegnać się z czystym powietrzem. Do końca października mają potrwać społeczne projektu uchwały, a pod koniec listopada ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie sejmik województwa.

Jeśli ostatecznie pogrąży roczne debaty na temat czystości powietrza w Krakowie – mieście, w którym, parafrazując słowa piosenki, dla serca i tak nieszczególne jest powietrze – mam propozycję: przenoście się z Krakowa do stolicy. Dla zdrowia i głębszego oddechu. I jesieni pachnącej jesienią, a nie spalonym butem.

Karolina Przewrocka



Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tego wpisu. Mieszkałam bowiem w Krakowie od dzieciństwa, potem w Katowicach, następnie na wsi i znów w Krakowie. Zapach Krakowa pamiętałam zawsze i… zawsze tęskniłam za nim.
    Szkoda, że Autorka nie mieszkała w tym samym czasie co ja na Śląsku i nie odczuwała tego co ja, gdy musiałam tam zamieszkać. Było niewyobrażalnie, nawet nie wiem jak to opisać, palące się hałdy, sam „zapach” pracujących hut, wypuszczane pyły w powietrze, co było bardzo malownicze wieczorem, na pewno nie służyły zdrowiu. Pamiętam, że przechodząc koło huty, starałam się osłonić czymś głowę, gdyż potem nie można było wyczesać z włosów drobinek z wielkiego pieca.
    Swoją drogą, nie mieszkam teraz w centrum Krakowa a na przedmieściu gdzie na pewno powietrze jest o wiele lepsze, więc nie za bardzo może mi dokucza smog krakowski, ale jednak mimo wszystko gdy wieczorem wietrzę mieszkanie, z przyjemnością stwierdzam, że pachnie tak jak za dawnych, dobrych lat. 😉 🙂

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php